Nie chcemy żyć w świecie potężnych maszyn, których nikt oprócz kilku wysoce wyspecjalizowanych techników nie jest w stanie zrozumieć

Pytanie, które jest mi zadawane znacznie częściej niż inne, brzmi: „Czego powinny uczyć się moje dzieci?”. Odzwierciedla ono pewien powszechny niepokój społeczny: nasza gospodarka zmienia się szybko w nieprzewidywalny sposób. Czy dziś dzieci uczą się rzeczy, które za 10 albo 20 lat okażą się nieprzystające do aktualnych potrzeb lub zbędne?

Strach przed tym nie jest nieuzasadniony. Mój „doradca zawodowy” – poważnie brzmiąca nazwa zawodu jak dla osoby, która z uprzednio opracowanej listy odczytuje nazwy stanowisk: „kierownik banku”, „kierownik supermarketu” – nie udzielił mi ani jednej pożytecznej rady. Obecnie wykonuję pracę, która nawet nie istniała, kiedy skończyłem szkołę. Gdyby ktoś 20 lat temu powiedział mi, że do połowy pierwszego dziesięciolecia XXI wieku większość młodych ludzi będzie używała malutkich komputerów, żeby w wolnym czasie małymi literkami pisać do siebie wiadomości, tobym go najzwyczajniej wyśmiał.

Chodzi o to, że to wszystko bardzo trudno dokładnie przewidzieć. Ale to nie przeszkadza licznym ekspertom w nieustannym snuciu „futurystycznych wizji” ani w głoszeniu własnych prognoz. Dlatego i ja pozwolę sobie pospekulować. Zastrzegam jedynie, że mogę pomylić się we wszystkich moich prognozach, chociaż sądzę, że co do ogólnych ram mam rację.

Wizja Skynetu i humanoidów

Istnieje jedna technologia, która w kontekście tego pytania jawi się szczególnie groźnie. To sztuczna inteligencja. Szybki postęp w dziedzinie SI – początkowo stopniowy, a później skokowy – stoi za pierwszą prawdziwą masową paniką XXI wieku: wkraczamy w świat, w którym roboty przejmą każdą pracę wykonywaną obecnie przez ludzi, skutecznie usuwając nas wszystkich z rynku pracy. Media lubią pisać przerażające i dezinformujące nagłówki na ten temat.

Jesteśmy bardzo dobrzy w określaniu, jakie miejsca pracy stracimy, ponieważ możemy je wskazać i nazwać. Jednak bardzo trudno jest nam sobie wyobrazić, jakie nowe miejsca pracy mogą je zastąpić, ponieważ te jeszcze nie istnieją.

Już niebawem twój inteligentny ekspres do kawy będzie hakowany przy użyciu oprogramowania ransomware i będziesz musiał zapłacić kilka bitcoinów ukraińskiemu hakerowi, żeby dostać swoją poranną dawkę kofeiny

Nie znaczy to, że nie będzie żadnych zawirowań na rynku pracy w związku ze zmianą struktury siły roboczej. Charakter SI pozwala nam przypuszczać, co może się w przyszłości wydarzyć. Chociaż ciągle prześladuje nas powstała w dzieciństwie wizja marszu maszyn, Skynetu i humanoidów, prawdziwym działaniem jest SI „dla konkretnej domeny”, wykorzystująca często technikę znaną jako „uczenie maszynowe”. Człowiek karmi algorytm danymi i uczy, co oznacza każda porcja wprowadzanych danych. Dzięki temu jest w stanie wykrywać wzorce, na podstawie których może naśladować określone ludzkie zachowania lub wykonywać bardzo konkretne zadania: jeździć po autostradzie, prognozować pogodę, oceniać zdolność kredytową, określać nastroje, odczytywać tablice rejestracyjne itd.

Bezpieczna praca? Nierutynowa

Wydaje się, że najbardziej zagrożone będą prace związane z rutynowymi zadaniami. To właśnie je najłatwiej wykonać za pomocą maszyn, o których wspomniałem w powyższych przykładach. Najbezpieczniejszą, a zarazem taką, o której z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że powstanie, jest „praca nierutynowa”. Sztuczne inteligencje korzystające z uczenia maszynowego zaczynają być bardziej efektywne od ludzi w niewielkiej, ale stale rosnącej liczbie wyspecjalizowanych zadań. Tylko w ciągu ostatniego roku nowe rozwiązania wtargnęły w takie obszary jak prowadzenie pojazdów, układanie cegieł, zbieranie owoców, przerzucanie burgerów na ruszcie, bankowość, handel, automatyczna inwentaryzacja i wiele innych.

Jamie Bartlett

(Wszyscy mamy własne dystopijne wizje. Moja to podzielony na dwie części rynek pracy, na którym albo masz dobrze płatną pracę w innowacyjnej firmie technologicznej, albo pracujesz za minimalną płacę i rozwozisz na rowerze jedzenie dla tych zapracowanych i ważnych ludzi. Ale nie masz szans na znalezienie stabilnej pracy jako lokalny dziennikarz, radca prawny, kierowca ciężarówki czy księgowy specjalizujący się w sprawach podatkowych. Ale to już inna sprawa).

Nie będzie lepiej, nim będzie gorzej

Dobrą wiadomością jest to, że istnieją już fascynujące branże i obszary pracy – oferujące przyzwoitą, dobrze płatną robotę – które albo już się rozwijają, albo wkrótce zaczną się rozwijać. Oto kilka przykładów potwierdzających moje założenia.

Przyjrzyjmy się cyberbezpieczeństwu. Jeszcze kilka lat temu wydarzenia związane z bezpieczeństwem informatycznym, w których brałem udział, organizowano w formie warsztatów w małych, dusznych salkach. Dzisiaj organizuje się je w ogrodach dworków, przed wejściem do których stoją ferrari – i można się tym ferrari przejechać.

W 2017 roku oszustwa i cyberprzestępczość kosztowały Wielką Brytanię około 11 mld funtów. Kwota ta na pewno będzie wzrastać. W ciągu dziesięciu lat twój telewizor, pies, dom, samochód, lodówka, odzież i inne rzeczy staną się częścią niewidzialnej sieci internetu rzeczy, a wszystko to będzie posiadało własne mikroprocesory i będzie się ze sobą komunikowało online. Widziałem zbyt wiele prezentacji inteligentnych urządzeń hakowanych kluczami sprzętowymi, by myśleć, że będzie lepiej, zanim będzie gorzej. Już niebawem twój inteligentny ekspres do kawy będzie hakowany przy użyciu oprogramowania ransomware i będziesz musiał zapłacić kilka bitcoinów ukraińskiemu hakerowi, żeby dostać swoją poranną dawkę kofeiny.

Najmądrzejsi ludzie na świecie

Każdego dnia coraz łatwiej być cyberprzestępcą. W przestępczym półświatku spędziłem sporo czasu, również po to, by zdobyć materiały do mojej pierwszej książki „The Dark Net”. Cyberprzestępcy to najmądrzejsi, najbardziej kreatywni i najbardziej ambitni ludzie, jakich kiedykolwiek spotkasz. Dzięki nim dobrzy ludzie będą mieć co robić jeszcze przez całe dziesięciolecia.

Powstrzymanie takich ludzi jest oczywiście pracą mającą jakiś cel moralny, ale również pracą ekscytującą, różnorodną i dobrze płatną. Na przykład „testerom penetracyjnym” płaci się za próbę włamania do systemu informatycznego firmy, a następnie wyjaśnienie, w jaki sposób tego dokonali. Czy można wyobrazić sobie większą frajdę? Każde dziecko przyłapane w szkole na włamywaniu się do systemu informatycznego powinno najpierw dostać po łapach, a następnie zostać wysłane na szybki kurs „Jak zostać certyfikowanym hakerem stojącym na straży etyki”.

Socjolog-danolog, partner idealny

Rządy lubią mówić, że kodowanie i programowanie to praca przyszłości. To prawda, tyle że dla krótkiego horyzontu czasowego. Wydaje mi się bowiem, że to prace rutynowe, które można zautomatyzować. (Nie wspominając o tym, że programiści i koderzy będą bezpośrednio konkurować z pracownikami z krajów rozwijających się, którzy będą mogli wykonywać dokładnie taką samą pracę znacznie taniej).

Powstaną całe zespoły specjalistów, których zadaniem będzie sprawdzanie maszyn i określanie, czy ich działanie jest sprawiedliwe i zgodne z prawem

Ogólnie uważam, że umiejętności programowania i kodowania są najbardziej przydatne w połączeniu z innymi zestawami umiejętności, takimi jak statystyki, metody badawcze, pisanie czy wizualizacja danych. W mojej pracy w Demos szukam ludzi, którzy danologię lub kodowanie mogą uzupełnić specjalistyczną wiedzą z dziedziny nauk społecznych (lub odwrotnie). Interakcje między różnymi zestawami umiejętności często generują ciekawe spostrzeżenia, podejścia i pomysły. Moim idealnym współpracownikiem jest socjolog, który wie wystarczająco dużo o danologii, aby wiedzieć, jakie oferuje możliwości dla naszych obszarów pracy.

Całkiem nowy zawód

Ta specjalistyczna multidyscyplinarna wiedza techniczna i pozatechniczna będzie ważna w wielu obszarach. Będziemy potrzebowali ludzi, którzy potrafią zarówno zrozumieć technologię, jak i wyjaśnić ją laikom. (Umiejętność ta jest rzadziej spotykana, niż mogłoby się wydawać). Przychodzi mi teraz na myśl jedna taka praca. Zgodnie z nowymi przepisami RODO obywatele mają prawo występować do firm z prośbą o wyjaśnienie, czy decyzję w ich sprawie podejmuje maszyna. I kto ma to robić? Tylko ktoś, kto potrafi zarówno prawidłowo pisać po angielsku, jak rozumieć kod.

Powstanie całkiem nowy zawód. W miarę jak maszyny będą podejmować coraz więcej decyzji dotyczących naszego życia, rządy, ale i my sami, będą chciały zrozumieć, dlaczego i jak takie decyzje są podejmowane. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z wyszukiwarką rekomendacji YouTube, narzędziami diagnostycznymi opartymi na SI czy zautomatyzowanymi narzędziami do sprawdzania CV, nie chcemy żyć w świecie potężnych maszyn, których nikt oprócz kilku wysoce wyspecjalizowanych techników nie jest w stanie zrozumieć.

Wizja, która jest blisko

Często mówi się, że „politycy nie rozumieją technologii”. To prawda, ale jest też na odwrót. Technologowie często też nie rozumieją polityki. Powstaną całe zespoły specjalistów, których zadaniem będzie sprawdzanie maszyn i określanie, czy ich działanie jest sprawiedliwe i zgodne z prawem. Czy oparte na SI narzędzia wykorzystywane przez sędziów do wydawania wyroków skazujących mogą być stronnicze? Albo wiadomości podczas wyborów przypadkowo dające niesłuszną przewagę jednemu kandydatowi? Albo klaster adresów IP, któremu oferuje się preferencyjne ceny?

Jak to często bywa, przydatnym przewodnikiem okazuje się science fiction. W światach wymyślonych przez Izaaca Asimova, wielkiego pioniera science fiction, który ukuł termin „robotyka”, maszyny odgrywają główną rolę w życiu gospodarczym i społecznym. Są jednak zespoły dobrze wykształconych ludzi, których zadaniem jest określenie sposobu myślenia robotów, przesłuchanie ich i upewnienie się, że są zbudowane zgodnie z normami społecznymi. Jeśli porzucimy pomysł humanoidalnego robota i zastąpimy go oprogramowaniem, to okazuje się, że od takiej wizji wcale nie jesteśmy daleko.

Technologia to nie wszystko

W ciągu najbliższych kilku lat będziemy w końcu musieli zaprogramować autonomiczne pojazdy tak, aby umiały podjąć właściwą decyzję, co zrobić, gdy pieszy wejdzie pod sterowany komputerowo samochód. Czy pojazd w takim przypadku powinien:

  • Ostro zahamować, ryzykując zabiciem kierowcy i pasażera?
  • Gwałtownie odbić w bok, ryzykując poważnymi obrażeniami dużej grupy niewinnych przechodniów?
  • Jechać dalej, doprowadzając prawdopodobnie do zabicia pieszego?

Co jeśli pasażerem byłoby małe dziecko, a drugą osobą byłby dorosły? Część odpowiedzi na takie pytania przenosi nas w sferę filozofii moralnej (słynne eksperymenty myślowe „dylematu wagonika”). Oczywiście istnieją również kwestie odpowiedzialności prawnej i ubezpieczenia. To pytania, których nie można pozostawić wyłącznie technologom i których na pewno nie można pozostawić bez odpowiedzi. Jest tu wiele elementów, nad którymi należy się zastanowić: sama technologia to tylko połowa wyzwania.

Przekleństwo powtarzalności

Świadomi tej przyprawiającej o zawrót głowy mieszanki zagrożeń i możliwości, wróćmy do naszego głównego pytania: Czego nasze dzieci powinny uczyć się w szkole?

Najbardziej oczywistą radą jest określenie tego, w czym maszyny nie są dobre. Jak napisałem powyżej, w nadchodzących latach najbardziej zagrożone są rutynowe, powtarzalne zadania związane zarówno z wykonywaniem pracy fizycznej, jak i umysłowej. (Jak na ironię, rola futurologa będzie z pewnością również zagrożona. Maszyny będą znacznie lepsze w prognozowaniu niż ludzie).

Dlatego warto pomyśleć o nierutynowych zawodach. Zauważmy, że wszystkie opisane przeze mnie powyżej zawody, tj. tester penetracyjny, etyk robotów, poeta technologii, są właśnie nierutynowe. W tych obszarach nie zabraknie możliwości zatrudnienia. Szczególnie, jeśli nasza praca wymagać będzie zdolności motorycznych.

Kreatywność: kto ma licencję?

Nie oznacza to, że należy od razu rozpoczynać kursy, których program oparty jest na prognozie przyszłego rynku pracy. Nie wspominając już o tym, że to żmudne i nudne. Należy to raczej postrzegać jako bardzo ogólną radę. Mówiąc szerzej, rozsądne jest skupienie się na umiejętnościach ogólnych: empatii, budowaniu zespołu, koncentracji. Niezależnie od wykonywanej pracy lub zadania, takie umiejętności będą zawsze ważne.

W nowym świecie przyszłość należy do tych, którzy uczą się, jak się uczyć, i którym sprawia to frajdę

Nietrudno zauważyć, że nie wspomniałem o „kreatywności”. Nie jestem przekonany, czy ludzie mają jakiś mityczny monopol na kreatywność. Maszyny już są wysoce innowacyjne w różnego rodzaju dziedzinach, między innymi w muzyce, sztuce, inżynieriiprojektowaniu. W świecie, w którym ludzie w żaden sposób nie mogą równać się z maszynami w wykonywaniu pewnych zadań, wiedza o tym, jak najlepiej wykorzystać oprogramowanie i technologię, będzie bardzo cenna. Nazywam to „rozpoznaniem problemu”: umiejętność strategicznego myślenia, skutecznego planowania oraz identyfikowania szans i trudności.

Najważniejsza ze zdolności

Z mojego doświadczenia wynika, że wielodyscyplinarne studia są niezwykle przydatne do rozwijania takich umiejętności. Często też pozwalają inaczej podejść do pewnych zagadnień i spojrzeć na nie z innej perspektywy. Więc jeśli zamierzasz studiować kodowanie, nie zapomnij uwzględnić w swoim planie zajęć kilku fakultetów z historii. Jeśli chcesz studiować anglistykę, pójdź na kilka zajęć z wizualizacji danych i naucz się jakiegoś języka obcego. Wiecie mniej więcej, o co mi chodzi.

Być może najważniejszą ze wszystkich zdolności (i tutaj zgadzam się z Yuvalem Noahem Hararim, który argumentuje to w swojej najnowszej książce „21 lekcji na XXI wiek”) będzie chęć i gotowość do nauki i odkrywania na nowo. Wiele osób kończących dziś szkołę będzie przechodziło w swoim życiu przez dwie, trzy lub więcej ścieżek zawodowych. Inni będą świadkami oszałamiających zmian technologicznych i innowacji w swoim zawodzie (mam tu na myśli lekarzy, architektów i inżynierów stosujących SI i analizę danych). Ci, którzy zechcą zastosować i opanować nowe technologie w swoim zawodzie, będą się rozwijać. Dla innych może to oznaczać konieczność zmiany kierunku nawet kilka razy, zważywszy na fakt, że różne branże będą się pojawiać, a później znikać. W nowym świecie przyszłość należy do tych, którzy uczą się, jak się uczyć, i którym sprawia to frajdę. Ale czyż nie na tym w swoim założeniu miała polegać edukacja?


Przeczytaj też:


Jamie Bartlett jest jednym z głównych ekspertów w zakresie polityki i technologii w Wielkiej Brytanii. Do grudnia 2018 przez 10 lat prowadził Centrum Analiz Mediów Społecznościowych w think tanku Demos. Jest autorem książek: „Ludzie przeciw technologii” (wyd. pol. 2019), „Radicals” (2017) i bestsellerowej „The Dark Net” (2014).

Tekst pierwotnie został opublikowany na portalu Medium. Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Skip to content