Roboty to przyszłość ortopedii. Jeśli w jakimś mieście w USA jeden szpital kupuje robota, a drugi nie, to natychmiast 30 procent jego pacjentów przenosi się tam, gdzie operuje maszyna. Zobaczyliśmy takiego robota w akcji w… Ostrowi Mazowieckiej

Niecałe 100 kilometrów od Warszawy, na obrzeżach 22-tysięcznej Ostrowi Mazowieckiej, stoi sobie wśród sosen niepozorny szpital powiatowy. Ten na pierwszy rzut oka niewielki ośrodek znany jest ze znakomitego oddziału ortopedii. Mogli słyszeć o nim ci, którzy cierpią na bóle kolan – robi się tu, prócz innych zabiegów ortopedycznych, ponad trzysta operacji wszczepienia endoprotezy kolana rocznie. Nawet COVID-19 nie zahamował tu tempa pracy.

Czym jest endoprotezoplastyka kolana? To wymiana zużytego stawu na sztuczny. Dolegliwości kolan są bardzo częste – powodem może być uraz albo po prostu wynikająca z wieku degeneracja tkanki. Wynikiem są zmiany zwyrodnieniowe, które powodują obrzęk i ból, który z czasem staje się tak duży, że nie można chodzić. Nie da się wyprostować ani zgiąć do końca nogi. Czasem z bólu nie można spać. Kiedy zawodzą inne sposoby leczenia, nie pozostaje nic innego jak operacyjne wstawienie endoprotezy. Można dokonać całkowitej lub częściowej wymiany stawu. W wielkim skrócie wygląda to tak, że lekarz najpierw przygotowuje tkanki miękkie otaczające staw kolanowy i odpowiednio przycina kość udową i piszczelową. Na ich końcach umieszcza metalowe nakładki, a pomiędzy nie wstawia endoprotezę. Powstaje sztuczny staw.

Nie jest to łatwa operacja – staw kolanowy jest bardzo skomplikowanym narządem. Najtrudniejszy jest tak zwany balans protezy; tu wszystko zależy od wyczucia i doświadczenia operatora… Nie, przepraszam – zależało. Bo od dwóch miesięcy operatorzy w Ostrowi Mazowieckiej mają „asystenta”, który gwarantuje im iście aptekarską precyzję: amerykańskiego robota Navio do endoprotezoplastyki kolan. To pierwszy i jedyny tego typu robot w Polsce.

Czuły robot z frezarką

Pacjentka jest znieczulona od pasa w dół. Jest więc świadoma tego, co się dzieje. Nie ogląda jednak sali operacyjnej, bo górna część jej ciała oddzielona jest kotarą. Może to i lepiej… Przy stole operacyjnym instrumentariuszki stawiają tace pełne narzędzi, których widok może ściąć krew w żyłach osób nieobytych z praktyką ortopedii: dłuta, młotki, wiertarki, piły… Są sterylne i z atestem medycznym, ale nie zmienia to faktu, że to analogiczne narzędzia do tych, które znamy z warsztatu stolarskiego, a kontekst ten czyni ludzkie ciało, które zaraz będzie operowane, jeszcze bardziej kruchym i materialnym.

Jesteśmy dzisiaj świadkami ósmej dopiero operacji z użyciem robota. Navio, nasz bohater, skromnie stoi z boku. Składa się z robotycznego ramienia zakończonego frezarką, niezwykle czułej kamery i komputera.

Adres filmu na Youtube: https://www.youtube.com/watch?v=6FIcCQya97A

Widzieliśmy robota Navio w akcji

Zaczyna się zabieg. Operują: docent Artur Stolarczyk, ordynator Oddziału Urazowo-Ortopedycznego w Szpitalu w Ostrowi Mazowieckiej, a także kierownik Kliniki Ortopedii i Rehabilitacji Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, i dr Krzysztof Modzelewski z tejże kliniki. Ten ostatni przecina skórę na kolanie, która miękko zawisa po bokach. Odsłania się wnętrze stawu kolanowego. Najpierw lekarz wycina osteofity, czyli zwapnione części tkanki kostnej. Kiedy kolano jest oczyszczone, robot zaczyna mapowanie. Na jego rękojeści umieszczone są czujniki odpowiedzialne za koordynowanie ruchu ramienia i kontakt z kamerą. Operator przesuwa końcówkę robota po kolanie, a na monitorze komputera, zawieszonym nad ciałem pacjentki, powstaje obraz 3D jej stawu kolanowego. Nie trzeba było wcześniej robić rezonansu magnetycznego; obraz powstaje podczas operacji. Operatorzy w skupieniu wpatrują się w ekran, na którym rysuje się wirtualne kolano.

Robot oblicza dokładny rozmiar komponentu udowego, piszczelowego i implantu. Operator zgina i prostuje nogę pacjentki, sprawdzając w wirtualnej przestrzeni, kiedy balans protezy będzie idealny. Teraz może już działać, spokojny, że wstawi implant w najlepszym ułożeniu z możliwych. Chwyta rękojeść robota, a frez na jego końcu tnie precyzyjnie kość. Całą akcję widać na monitorze. Na fioletowo zaznaczone jest to, co trzeba wyciąć; w miarę postępu pracy kolor zmienia się na zielony, a w końcu – na biały. Nie ma tu możliwości pomyłki; jeśli ręka operatora zjechałaby na bok albo chciała nacisnąć mocniej i wyciąć więcej tkanki – frez w ułamku sekundy się schowa.

Operacja ciągnie się ponad dwie godziny, ale na początku to normalne. Trzeba przeprowadzić 30-40 zabiegów, żeby wyczuć robota. Dla Navio czas i tak nie ma znaczenia, nigdy nie bywa przecież zmęczony. Precyzja, nieograniczony czas pracy… Czy roboty będą wkrótce lepszymi operatorami niż ludzie?

Pielgrzymki do Ostrowi

Roboty to przyszłość ortopedii. Widać to w Stanach Zjednoczonych. Jeśli w danym mieście jeden szpital kupuje robota, a drugi nie, to natychmiast 30 procent jego pacjentów przenosi się tam, gdzie jest robot. Navio produkowany przez firmę Smith & Nephew funkcjonuje na amerykańskim rynku od trzech lat. W sumie takich robotów jest na świecie 157, z czego 57 – w Europie, a reszta w USA. Tu praktycznie wszystkie wiodące ośrodki przestawiły się na robotykę.

Korzyści są znaczne: operuje się precyzyjniej, niemal nie ma więc rewizji, które są sześciokrotnie droższe niż pierwotne wstawienie endoprotezy. Pacjent znacznie szybciej wraca też do sprawności. Przy standardowych operacjach wszczepienia endoprotezy kolana aż ok 20 procent pacjentów jest niezadowolonych. Według danych producenta po operacjach z użyciem robota Navio jedynie 3 procent pacjentów zgłasza jakieś problemy.

W Europie długo używano głównie nawigacji komputerowej – techniki, na podstawie której komputer opracowywał spersonalizowane nakładki na koniec kości udowej i kości piszczelowej. Pozwalało to na większą precyzję, jednak wydłużało czas operacji, a wraz z nią czas ekspozycji rany i możliwość zakażenia. Wymagało to też wcześniejszego obrazu z tomografii komputerowej. Dopiero dwa lata temu zauważono zalety robota i zaczęto sprowadzać go do Europy. Najwięcej Navio jest w Wielkiej Brytanii.

Średnia wieku ortopedy w Polsce? 58 lat. Niedługo nie będzie miał nas kto operować. Mam nadzieję, że jak młodzi zobaczą, że dysponujemy takimi rozwiązaniami jak Navio – inaczej spojrzą na tę pracę

Artur Stolarczyk

Do Polski pierwszy zawitał w lipcu tego roku; jest jedynym takim robotem w naszym kraju i czwartym w Europie Środkowo-Wschodniej. Został zakupiony przez powiatowy szpital w Ostrowi Mazowieckiej.

– Dlaczego akurat tu? – pytam Artura Stolarczyka.

– Nie spodziewała się pani takiego rozwiązania w szpitalu powiatowym? Dobre, co? – uśmiecha się docent. – Tu jest po prostu dobra atmosfera do pracy. Zacząłem współpracować z tym szpitalem w 2015 roku. Wcześniej pracowałem tylko w Szpitalu Bródnowskim [w Warszawie – red.]. Miałem dużo energii, chciałem operować, ale niejednokrotnie słyszałem, że zadłużam szpital, bo wykonuję za dużo operacji. Co miałem robić? Przyszedłem tutaj. Tu nikt mi nie wyrzuca tego, że chcę pracować. W zeszłym roku zrobiliśmy ok. 350 endoprotez kolan – w tak małym szpitalu, na jednej sali operacyjnej! W tym roku chcę zrobić 450, a może i 500 takich zabiegów. Ludzie przyjeżdżają do nas właściwie z całej Polski.

Nic dziwnego. Na operację kolana w państwowym szpitalu trzeba zwykle czekać w długiej kolejce. Dlatego wielu wystarczająco zdesperowanych pacjentów robi je prywatnie; koszt takiego zabiegu wynosi 30 tysięcy złotych. Tu, w Ostrowi, nie dość, że jest całkowicie refundowany przez NFZ, to jeszcze robi go znakomity specjalista, używając najnowocześniejszego robota ortopedycznego na świecie.

Co widać za oknem

Faktycznie, szpitale powiatowe są w powszechnej świadomości miejscem dość skromnym. Oczywiście – służą pomocą okolicznym mieszkańcom, mało kto jednak podejrzewa je o większe ambicje.

– U nas potencjał ortopedów aż kipi – uśmiecha się dyrektor szpitala Artur Wnuk. – Nasi ortopedzi to nie są rzemieślnicy; to artyści, którzy chcą iść zawsze o krok dalej. Żeby utrzymać ich pasję, ten błysk w ich oku, muszę dać im szansę, żeby pokazali światu, co potrafią. Ja ich zawsze przyrównuję do ludzi spętanych łańcuchami – trzeba im te łańcuchy zdjąć i dać możliwość, żeby pokazali, jak daleko mogą zajść. Kupno robota jest naturalnym następstwem ich talentu i chęci rozwoju. Są szpitale, gdzie lekarze chcą działać, ale dyrekcja nie chce. Są takie, gdzie dyrekcja chce, a nie chcą lekarze. I wreszcie takie, gdzie chce i dyrekcja, i lekarze, ale pieniędzy brakuje. U nas jest wszystko. Dlatego żaden z wielkich szpitali w Polsce nie kupił Navio, tylko my – mówi z dumą.

– Dlaczego akurat Navio? – pytam.

– Wynalazł go docent Stolarczyk, który na bieżąco śledzi wszystkie nowinki w zakresie protezoplastyki stawu kolanowego i biodrowego, jeździ po świecie, szuka innowacji. To on jako pierwszy w Polsce zaczął stosować anatomiczne endoprotezy stanu kolanowego.

Od lewej: dr Krzysztof Modzelewski i docent Artur Stolarczyk

– Dwa lata temu pojechałem na kongres do Stanów Zjednoczonych – opowiada Stolarczyk. – Kiedy zobaczyłem Navio, zdałem sobie sprawę, że nie ma lepszego rozwiązania na rynku – mówi. – Ten robot łączy nawigację komputerową z precyzyjnym cięciem kości, wykorzystując model stawu kolanowego utworzony w czasie rzeczywistym; żaden z konkurencyjnych robotów nie ma takiej funkcji. Ważny też jest dobór implantów. Navio współpracuje tylko z najlepszymi, anatomicznymi endoprotezami, które mają najwyższe notowania w rejestrach.

– Ale kosztuje ponad 2 miliony złotych. Skąd takie pieniądze w państwowym szpitalu? – dziwię się.

– Część tej kwoty udało nam się zaoszczędzić, część pożyczyliśmy – wyjaśnia dyrektor. – Ale tu nie chodzi o pieniądze, tylko o podjęcie decyzji. Jak się czegoś chce, pieniądze zawsze się znajdą. Wie pani – zamyśla się dyrektor, spoglądając przez okno swojego gabinetu. – Niektórzy, patrząc przez to okno, zobaczą tylko parking i drzewa. A inni zobaczą niebo, a na tym niebie samolot, którego jeszcze nie zbudowano. O to właśnie chodzi. To kwestia wizji przyszłości. My tym robotem wyznaczamy nowe standardy w ortopedii. Tworzymy ortopedię przyszłości.

Bez kuli u nogi

Pacjenci przychodzą na konsultacje do szpitala po czterech tygodniach od zabiegu – bez kul.

– Mogą odstawić kule, bo ich nie boli – mówi Artur Stolarczyk. – Zwykle tkanki miękkie muszą się zaadaptować; trwa to czasem pół roku, czasem i rok. Tu nie trzeba czekać na adaptację, bo wszystko jest idealnie zbalansowane. Mniej ścinamy kości, mniej ingerujemy w staw. Pacjenci biorą więc mniej leków przeciwbólowych, przeciwzapalnych i poprawiających krążenie. Jest jeszcze jedna kwestia, o której mało się mówi w Polsce: stan psychiczny pacjentów. Ból sprzyja występowaniu depresji, depresja obniża próg odczuwania bólu. Z bólem chronicznym bardzo trudno sobie poradzić. Ja robię operację stawu kolanowego, ale ból pozostaje – w głowie. I to też już widzimy, że w przypadku tych pacjentów krócej można stosować leki antydepresyjne – opowiada.

Ale Navio to rzecz bardzo nowa, nawet w Stanach działa dopiero od dwóch lat.

– Ja zrobiłem dotąd jedenaście operacji; jak zrobię 400, będę mógł powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, co o tym myślę. Na razie mogę powiedzieć jedno: śródoperacyjnie nie jestem w stanie zrobić tego lepiej sam, mimo że zrobiłem takich operacji tysiące – podkreśla.

– Jeszcze jedna sprawa na koniec – zatrzymuje mnie docent Stolarczyk. – Czy pani wie, jaka jest średnia wieku ortopedy w Polsce? 58 lat. Niedługo nie będzie miał nas kto operować. Dlaczego? Bo to jest bardzo ciężka praca. Jest bardzo mało chętnych do tej specjalizacji. Mam nadzieję, że jak młodzi zobaczą, że dysponujemy takimi rozwiązaniami jak Navio – inaczej spojrzą na tę pracę.

Skip to content