Pierwsza w historii cybernetyczna rzeźba była dziełem artysty z Polski. Najpierw budziła entuzjazm, potem ślad po niej zaginął

Londyn, 1968

Edward Ihnatowicz, angielski artysta polskiego pochodzenia, mieszka w Londynie, w garażu, w którym ma pracownię. Jest na życiowym zakręcie, właśnie posypało mu się pierwsze małżeństwo. Robi rzeźby cybernetyczne i dźwiękowe.

Pochodzi z Kresów, do szkoły zaczyna chodzić we Lwowie, ale naukę przerywa wybuch wojny. Ojciec, polski oficer, ginie w Charkowie. Matce z synem udaje się uciec z Polski – po tułaczce i wojnie trafiają do Wielkiej Brytanii. Tu, w Ruskin School of Art, Edward studiuje malarstwo, rzeźbę, film i fotografię. Ma smykałkę do technologii – jego pasja to elektronika, choć jest w tej dziedzinie samoukiem. Jego syn Richard wspomina po latach, że dla ojca zawsze wszystko było do zrobienia: wystarczyło przeczytać odpowiednią książkę – i można było własnoręcznie skonstruować dowolne urządzenie.

Edward jest outsiderem, nie należy do artystycznej śmietanki Londynu. Na czarno-białym zdjęciu widać, jak siedzi w swojej pracowni, wśród elementów częściowo skonstruowanych już urządzeń elektronicznych, w koszuli, swetrze i pod krawatem. Wygląda jak polski inżynier z lat 60., a nie jak przedstawiciel angielskiej bohemy zajmujący się najbardziej niszową ze sztuk – sztuką cybernetyczną.

Edward Ihnatowicz w garażu przerobionym na pracownię, Londyn

– W latach 60. cybernetyką żyły wszystkie kawiarniane stoliki w Londynie i Nowym Jorku – mówi dr Anna Olszewska z Wydziału Humanistycznego krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. – Artyści rozwijali sztukę intermediów, tworzyli rzeźby kinetyczne i robili eksperymenty z ruchem jako dodatkowym elementem dzieła sztuki. Podczas gdy jedni błyszczeli jako gwiazdy sztuki pop, inni eksplorowali relacje sztuki i nauki zgodnie z duchem przedwojennego konstruktywizmu. Talenty i zainteresowania Ihnatowicza idealnie wpisały się w ten kontekst.

Jego oryginalne pomysły nagle zaczęły przyciągać uwagę kuratorów sztuki. Jasia Reinhardt, wicedyrektorka Instytutu Sztuki Współczesnej w Londynie, zaprosiła go do udziału w wystawie Cybernetic Serendipity. Zaprezentowała tam prace ponad 130 kompozytorów, inżynierów, artystów, matematyków i poetów: grafiki i teksty wygenerowane za pomocą komputera, malujące maszyny i cybernetyczne roboty. Wystawa była przebojem, w Londynie zobaczyło ją prawie 60 tysięcy widzów, potem trafiła do Nowego Jorku. Po raz pierwszy w historii sztuka bazująca na nowych technologiach została pokazana tak dużej publiczności.

„Dokąd w Londynie mógłbyś zabrać hipisa, programistę i dziesięciolatka, by mieć gwarancję, że każdy z nich będzie absolutnie szczęśliwy przez godzinę, a ty nie będziesz musiał ruszyć palcem, by ich zabawiać?” – pytał w sierpniu 1968 roku londyński tabloid „Evening Standard”, mając na myśli wystawę.

Ihnatowicz zaprezentował na wystawie swoją elektroniczną rzeźbę SAM, czyli Sound Activated Mobile. To mobilna struktura, która gestami odpowiadała na zewnętrzne bodźce. Kiedy mikrofony wychwytywały dźwięk, SAM zwracał się w jego stronę.

Dokąd w Londynie mógłbyś zabrać hipisa, programistę i dziesięciolatka, by mieć gwarancję, że każdy z nich będzie absolutnie szczęśliwy przez godzinę, a ty nie będziesz musiał ruszyć palcem, by ich zabawiać?

Do tej pory artysta tworzył niewielkie rzeźby, ale to wkrótce miało się zmienić.

– Nieoczekiwanie dostał wielkie zamówienie od Jamesa Gardnera, kuratora współpracującego z Philipsem – opowiada Anna Olszewska. – Miał stworzyć dzieło sztuki, które przyciągnie tłumy. W zamian firma oferowała wysoki budżet i wsparcie swoich inżynierów. W głównej siedzibie firmy w Eindhoven Gardner urządzał wtedy muzeum nauki.

W swoim garażu Ihnatowicz buduje najpierw małą wersję właściwego dzieła. Pracuje na układach hydraulicznych, bo na tym się zna. Podobno, modelując szkielet maszyny i wymyślając, w jaki sposób będzie się poruszała, studiował budowę homara. Do skonstruowanego już urządzenia dołączył sensory i sterowanie cyfrowe.

Z czasem artysta otrzymuje wsparcie inżynierów z University College London. Pełnowymiarowa cyberrzeźba nie zmieściłaby się w jego garażu, więc przenosi się z pracą na uczelnię. W tym środowisku już pozostanie: zainteresowania i kompetencje z łatwością pozwalają mu wrosnąć w świat robotyków. W ciągu następnych lat wychowa liczne grono inżynierów projektujących roboty.

Eindhoven, 1970

Przypomina stalowy szkielet jakiegoś fantastycznego zwierzęcia. Mimo pięciu metrów wysokości porusza się zwinnie, kołysząc długą szyją i zwracając spojrzenie robotycznych oczu tam, gdzie zauważy gwałtowniejszy ruch lub skąd dobiega głośniejszy dźwięk. To SENSTER – dzieło, którego nazwa jest zbitką angielskich słów sensual monster. Zmysłowy potwór. Wśród publiczności licznie odwiedzającej Muzeum Nauki Evoluon SENSTER budzi entuzjazm; tłum ciasno otacza przydzieloną mu przestrzeń. Ludzie klaszczą, wybijają rytm uderzeniami rąk o barierki, chcąc zwrócić na siebie uwagę rzeźby-maszyny. Na ich twarzach maluje się lęk pomieszany z fascynacją. Czegoś takiego jeszcze nie było!

Adres filmu na Youtube: https://www.youtube.com/watch?v=BvGAJqDAqlM

Źródło: Archiwum artysty, dzięki uprzejmości Richarda
Jamesa Ihnatowicza

Muzeum w Eindhoven ma kształt latającego spodka. Rzeźbiarska bryła budynku realizowała wizje architektury wspartej innowacjami inżynierii i wzorowanej na modelach orbitalnych stacji kosmicznych. Tak wyobrażona nowoczesność budowała wizerunek mecenasa projektu – firmy Philips, która wykorzystywała muzeum do prezentacji wdrażanych przez siebie technologii. SENSTER, podobnie jak i wcześniejsze projekty artystyczne objęte mecenatem koncernu, był częścią tego planu. Philips miał ambicję zrealizowania pierwszej rzeźby kinetycznej sterowanej za pomocą komputera. Zwinność ruchów zawdzięcza zsynchronizowanej pracy ośmiu siłowników, którymi steruje program komputerowy. Rzeźba-maszyna odczytuje z otoczenia sygnały przesyłane z mikrofonów i czujników dopplerowskich. Sekwencja interakcji jest kontrolowana przez program zakodowany w P9201, prototypowym komputerze Philipsa wielkość dużej lodówki.

Eindhoven, 1974

SENSTER działa w trybie performatywnym, więc wymaga stałej opieki.

– Biorąc pod uwagę jakość ówczesnych komputerów, to musiało być trudne – mówi Anna Olszewska.

Kłopotliwa staje się też obecność giganta w muzealnych salach, bo utrudnia pokazywanie innych eksponatów. Co chwila ktoś klaszcze, żeby zobaczyć, jak SENSTER wodzi za nim „wzrokiem”. Poza tym w miarę upływu czasu cybernetyka przestaje być najgorętszą z nauk. Mody intelektualne szybko się zmieniają. Maszyna-rzeźba nie wydaje się już aż tak niezwykła. Łaska krytyków sztuki współczesnej na pstrym koniu jeździ.

– Moda na cybernetykę mija – opowiada dr Olszewska. – I nie tylko na cybernetykę, w latach 70. nastaje pierwsza zima sztucznej inteligencji. Coraz głośniej mówi się o tym, że sztukę i naukę trzeba rozdzielić. No i jest wojna w Wietnamie: opinia publiczna zarzuca inżynierom i informatykom uległość względem koncernów i armii. W tej atmosferze Philips decyduje: „OK, zwijamy to” – i w 1974 usuwa rzeźbę z ekspozycji.

Od tej chwili los SENSTERA jest zagadką – z czasem rzeźba zostaje uznana za zaginione dzieło sztuki.

Podobnie jak ono na całe dekady zostaje zapomniany jego twórca. Sztuka komputerowa na długo pozostanie na marginesie zainteresowania kuratorów i krytyków sztuki. Zresztą Ihnatowicz nie dba o względy środowiska.

Kraków, 2009

Pomysł przywrócenia SENSTERA do życia narodził się na Wydziale Humanistycznym Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

– Jesteśmy najmłodszym wydziałem tej uczelni – mówi Anna Olszewska. – Chcieliśmy – my: kulturoznawcy, filozofowie, socjolodzy – zrealizować projekt, który połączyłby nas z naszą techniczną uczelnią. Zaproponowałam SENSTERA. Przeczytałam o nim w artykule Eduardo Kaca z 1997 roku, który uznał SENSTERA za pracę założycielską sztuki cybernetycznej, pospołu z rzeźbami Robot K¬456 Shuya Abe i Nam June Paika z 1964 r. oraz Squaw Toma Shannona z 1966 r. Pomysł był dość abstrakcyjny, bo ta rzeźba już nie istniała. Pomyślałam jednak, że moglibyśmy pokusić się o jej rekonstrukcję tu, na AGH, gdzie jest tylu zdolnych inżynierów. Byłaby to świetna okazja, by się w końcu poznać.

Zaczęła szukać informacji, dokumentów na temat SENSTERA. Przypadkiem trafiła w internecie na kilka zdjęć zrobionych w Zelandii, prowincji na zachodzie Holandii, które do sieci wrzucił przygodny turysta. Na jednym, na łące w miejscowości Colijnsplaat, stoi dziwna metalowa konstrukcja. Okazało się, że był to zardzewiały szkielet SENSTERA.

Jakim cudem pionierskie dzieło sztuki trafiło na holenderskie pole?

dr Anna Olszewska

Okazało się, że poprzedni właściciel działki, na której stał SENSTER, nieżyjący już Piet Verburg, był inżynierem i pracował dla Philipsa.

W 1974 roku, gdy Philips postanowił zdemontować SENSTERA, Verburg najwyraźniej zapytał, czy może go sobie zabrać. „Komputer zatrzymamy, ale szkielet możesz sobie wziąć” – usłyszał. Wywiózł więc konstrukcję na swoją działkę. Na marginesie: Verburg zajmował się też instalacjami elektrycznymi na mostach w Zelandii i elektrycznym połowem ryb. W tej dziedzinie był nawet wynalazcą – stosując odpowiednie impulsy, odkrył metodę oddzielania w stadzie młodych ryb od starych. SENSTER stał u niego na polu przez prawie 40 lat.

Kraków, 2017

W kwietniu 2017 roku oryginalny szkielet rzeźby Ihnatowicza został zakupiony przez Akademię Górniczo-Hutniczą w Krakowie. W rekonstrukcji wzięła udział cała społeczność uczelni. Doktor Jerzy Stojek, specjalista od serwosystemów (rodzaj zamkniętych systemów sterowania), wraz ze swoim studentem Kamilem Sikorą projektował układy hydrauliczne – wszystkie części, które poruszały konstrukcją. Dr Marek Długosz, robotyk, wraz z Rafałem Bieszczadem zajął się sterowaniem. Zaangażowała się także krakowska ASP, m.in. prof. Grzegorz Biliński i prof. Marek Chołoniewski, Sonia Milewska i Piotrek Madej. W realizacji prac pomagały warsztaty zewnętrzne kierowane przez Jacka Żakowskiego i Jarosława Mamcarczyka.

– Udało się zachować oryginalny szkielet w 90 procentach – opowiada dr Olszewska. – Głowy w Colijnsplaat już nie było, musieliśmy ją więc odtworzyć na podstawie materiałów wizualnych. Po jakimś czasie jeden z dawnych pracowników Verburga przysłał nam w paczce resztki oryginału. Staraliśmy się ocalić tak dużo zabytkowej materii, jak się tylko da: część siłowników hydraulicznych, zawory, obudowy od filtrów oleju. Natomiast wszystkie „części miękkie”, tj. całe sterowanie, sensory, łącznie z jednostką sterującą, są nowe. Oryginalna rzeźba reagowała na dźwięki i ruch w otoczeniu. W aktualnej wersji odpowiada wyłącznie na sygnały dźwiękowe. Działa z nowoczesnym sterownikiem programowalnym.

Z tymi jego rozmaitymi protezami i implantami SENSTER jest dziś jak stary człowiek

Poszczególne modele podzespołów technologicznych wychodzą z użycia w różnym tempie. Współczesne mikrofony niewiele różnią się od tych, z których korzystał Ihnatowicz; inne, takie jak czujniki wykorzystujące efekt Dopplera, dzisiaj konstruowane są już w odmienny sposób.

– Z tymi jego rozmaitymi protezami i implantami SENSTER jest dziś jak stary człowiek – mówi Anna Olszewska.

Bo jak na robota 50 lat to już zasłużony wiek. Na co dzień stacjonuje dziś w starej hali przemysłowej kampusu.

– Na razie trafia do niego każdy, kto o nim słyszał i chce go zobaczyć – mówi Olszewska. – Przypomina mi to trochę zwiedzanie piramid pod koniec XVIII wieku, kiedy żołnierze Napoleona zaczęli odkrywać Egipt w piaskach Sahary. To nie jest jeszcze turystyka masowa.

Warszawa, 2020

Powoli to się zmienia. SENSTER pojawi się wkrótce na przekrojowej wystawie „Rzeźba w poszukiwaniu miejsca” w warszawskiej Zachęcie. Będzie tu stał wśród innych rzeźb sztuki współczesnej, w tłumie zwiedzających, w świetle reflektorów.

Swój powrót na salony zawdzięcza renesansowi mody na cybernetykę i współpracę artystów z naukowcami. Uczelnie technologiczne inwestują w interdyscyplinarne projekty. SENSTER uznawany jest dzisiaj za jedno z najcenniejszych dzieł sztuki nowych mediów, klasyczny przykład realizacji założeń sztuki cybernetycznej, której istotą jest tworzenie dzieła aktywnego, wchodzącego w interakcję z odbiorcą. Krytycy wymieniają Ihnatowicza w ścisłej czołówce tych artystów, którzy w swojej twórczości udowodnili, że dialog sztuki i nauki jest możliwy. Przełomowa wystawa sztuki cybernetycznej Jasi Reinhardt została przypomniana w 2015 roku w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

Wystawa zatytułowana „Rzeźba w poszukiwaniu miejsca” w warszawskiej Zachęcie, na której zaprezentowany zostanie SENSTER, zaplanowana jest na 28 grudnia.


NOTA OD REDAKCJI: Po opublikowaniu tekstu zmieniła się data planowanego otwarcia wystawy w Zachęcie. Powyższa wersja tekstu jest zaktualizowana.


Read the English version of this text HERE.

Skip to content