• W dzisiejszym świecie zagrażają nam nie nowe technologie, ale stare sposoby myślenia – twierdzi Tim O’Reilly
  • Musimy nauczyć się lepiej rozumieć rzeczywistość, aby trafniej przewidywać to, co nas czeka
  • Przyszłością sztucznej inteligencji jest hybrydowa SI – połączenie ludzi i maszyn w jednym wielokomórkowym organizmie społecznym

Nazywają go Wyrocznią Doliny Krzemowej. Ostatnie kilkadziesiąt lat spędził na pierwszej linii frontu rewolucji technologicznej. Obserwował z bliska powstanie i rozwój wielu rozwiązań przełomowych dla cyfrowej gospodarki. Orędownik oprogramowania open source i popularyzator pojęcia Web 2.0., przeszło cztery dekady temu założył wydawnictwo znane dziś chyba każdemu programiście na świecie.

Tim O’Reilly – przedsiębiorca i wizjoner – opublikował niedawno książkę, w której przekonuje, że przyszłość nie musi nas zaskakiwać, a my możemy mieć na nią wpływ.

Najbardziej niebezpieczna maszyna współczesności

Nowe technologie lubią niespodzianki. To, co jeszcze niedawno budziło nasz podziw i niedowierzanie, szybko powszednieje wypierane przez kolejne nowinki. Narzędzia cyfrowe coraz częściej oprócz entuzjazmu rodzą jednak poważne wątpliwości i są trudniejsze do oswojenia.

Nasze inteligentne telefony już dawno temu przestały służyć tylko do prowadzenia rozmów. Dziś za ich pośrednictwem robimy zakupy, rezerwujemy wizytę u lekarza czy znajdujemy najkrótszą drogę do domu. Zarazem te same urządzenia nieustannie śledzą naszą aktywność online i offline, co sprawia, że pojęcie prywatności możemy właściwie odłożyć do lamusa. Pytamy: To naprawdę tak działa? Jak to możliwe?!

Dwuznaczny tytuł najnowszej książki Tima O’Reilly’ego – „WTF? What’s the Future and Why It’s Up to Us” – trafnie ilustruje ten stan. Tytułowy akronim odnosi się bowiem nie tylko do angielskiego zwrotu what’s the future (jaka czeka nas przyszłość), ale przede wszystkim do popularnego, choć niezbyt parlamentarnego sposobu wyrażania zdumienia jakąś sytuacją. Postęp przyspiesza, mówi o O’Reilly, a my nie wiemy, czego się spodziewać po przyszłości. Jesteśmy zaskoczeni i zaniepokojeni, upatrując w nowych technologiach naszych największych wrogów.

To jednak błąd. Technologie w swej istocie nie są dobre ani złe, a problemy, jakie z nimi mamy, zawdzięczamy wyłącznie sobie. Maszyną, której naprawdę powinniśmy się dziś obawiać, nie jest terminator czy superinteligencja, lecz dominujący sposób myślenia o mechanizmach rynkowych. O naszej przyszłości przesądzą bowiem prędzej intelektualne koleiny, w których utknęliśmy, niż jakiś demoniczny wynalazek.

Tim O’Reilly, przedsiębiorca i wizjoner, opowiada o swojej książce „WTF? What’s the Future and Why It’s Up to Us”.
Źródło: Talks at Google / YouTube

Zrozumieć cyfrowy krajobraz

Na początku lat 70. O’Reilly studiował na Harvardzie. Mniej więcej w tym czasie poznał twórczość polskiego filozofa i matematyka Alfreda Korzybskiego – twórcy semantyki ogólnej. Zetknięcie z jego dziełem uznał za doświadczenie przełomowe w swoim rozwoju intelektualnym. Do dziś jest ono ważną inspiracją w myśleniu autora „WTF?”.

Mapa to nie terytorium, twierdził Korzybski. Co to znaczy? Przede wszystkim tyle, że nasze reprezentacje rzeczywistości nigdy nie są jej dokładnym odzwierciedleniem. Trzeba do nich podchodzić z dużą dozą sceptycyzmu i dbać o regularną aktualizację. Inaczej prędko znajdziemy się na manowcach, co gorsza – uważając, że zmierzamy we właściwym kierunku.

O czym więc powinniśmy pamiętać, gdy próbujemy nakreślić mapę przyszłości?

Po pierwsze, że nie wydarza się ona sama, ale to my ją współtworzymy. Takie podejście kładzie większy nacisk na ludzką sprawczość, a odrzuca popularny dziś technodeterminizm, który wyraża się w przekonaniu, że postęp techniczny może przebiegać tylko w jeden sposób, a ludzie nie mają nań wpływu.

Po drugie, że historia się nie powtarza, ale często rymuje. Nie powinniśmy więc spodziewać się dokładnych powtórzeń tego, co już znamy z doświadczenia, lecz zarazem pozostać wyczuleni na analogie i szukać wzorów łączących przeszłość i teraźniejszość. Przykładem takiego historycznego „rymu” może być ewolucja branży pecetów. Rozpoczęła się ona od przełamania jednego monopolu (IBM), a skończyła kolejnym (Microsoft).

Technologie w swej istocie nie są dobre ani złe, a problemy, jakie z nimi mamy, zawdzięczamy wyłącznie sobie

Po trzecie, że przyszłość jest już obecna w teraźniejszości, tyle że pozostaje nierównomiernie rozłożona (to myśl Williama Gibsona). Jeśli dobrze przyjrzymy się otoczeniu, dostrzeżemy zalążki tego, co dopiero nadchodzi. Najlepiej przy tym rozglądać się na marginesach i szukać innowacji, a nie wpatrywać się w główny nurt.

Po czwarte, że nawet najlepsza mapa nie może zastąpić drogi, dlatego musimy zawsze konfrontować nasze plany z rzeczywistością.
Wreszcie, że terytorium, które opisuje mapa, nie jest idealnym krajobrazem. Występują w nim anomalie, często trudne do przewidzenia. Nie możemy dać się im zaskoczyć.

Nasza zbiorowa hipnoza

O’Reilly powtarza za amerykańskim miliarderem i filantropem George’em Sorosem: siły, które kształtują gospodarkę, nie są prawdziwe czy fałszywe, lecz stanowią odbicie tego, w co aktualnie wierzymy. Taka koncepcja jest bliska konstruktywistycznym ujęciom rzeczywistości, wedle których w świecie nie tyle odnajdujemy sens, ile raczej go tworzymy w interakcjach z innymi ludźmi.

Czy taka perspektywa oznacza, że obiektywna rzeczywistość nie istnieje? W żadnym razie! Chodzi raczej o to, że idee, które określają nasze myślenie o rzeczywistości, często daleko od niej odbiegają. Być może nigdzie nie widać dziś tego lepiej niż na światowym rynku cyfrowym.

W co przede wszystkim wierzy dziś globalny rynek? W kapitalizm finansowy, powiada O’Reilly. Wiara ta polega na przekonaniu, że to, co dobre dla rynków finansowych, jest też dobre dla ludzi, miejsc pracy i wynagrodzeń. To jednak błąd, przekonuje autor „WTF?”, i to fatalny.

Spójrzmy na ceny akcji: teoretycznie stanowią one rodzaj mapy, która winna dokładnie odzwierciedlać rzeczywisty potencjał notowanych na giełdzie firm. Tymczasem w przypadku wielu dzisiejszych spółek technologicznych są one po prostu sztucznie windowane, pozostając bez związku z realnymi możliwościami tych podmiotów. Prawdziwy wzrost, zauważa O’Reilly, poprawia życie ludzi. Dzisiejszy wzrost jest natomiast w wielu wypadkach jedynie rezultatem gry w obrębie systemu finansowego, który skupia się na samym sobie. Do popularnego wyrażenia fake news powinniśmy więc dodać fake growth – fałszywy wzrost finansowy.

Przestarzałe mapy gospodarki

O’Reilly przekonuje, że zachodnia gospodarka od kilku dekad korzysta z niewłaściwych map, próbując z ich pomocą przewidywać przyszłość. Przykład?

Uber i Lyft myślą o wykorzystaniu autonomicznych pojazdów, żeby zaoszczędzić na wynagrodzeniach dla kierowców. Gdy jednak autonomiczne pojazdy zaczną konkurować z normalnymi kierowcami, ci ostatni, zauważa O’Reilly, będą stopniowo rezygnować z pracy, co doprowadzi do destabilizacji rynku, na którym działają obie firmy. Wyróżnikiem ich usług jest bowiem płynna podaż, która dostosowuje się na bieżąco do aktualnego popytu.

Sztuczna inteligencja w przyszłości niekoniecznie stanie się niezależnym, samodzielnym bytem. Jednak my też nie będziemy mogli funkcjonować w oderwaniu od niej. Od charakteru tej współpracy będzie zależało nasze powodzenie lub porażka

Aby uniknąć destabilizacji, Uber oraz Lyft powinny używać samochodów autonomicznych jedynie w celu uzupełnienia braków w sytuacjach zwiększonego zapotrzebowania (np. w godzinach szczytu czy na obrzeżach miast), a nie dążyć do zastąpienia kierowców przez maszyny. Tak jak we współczesnej energetyce powinno się tu szukać odpowiedniego miksu, a nie uprzywilejowywać jeden element (maksymalizację zysku) kosztem reszty. Niestety, dyktat maksymalizacji jest coraz silniejszy i zbyt często przesłania rzeczywisty rachunek zysków i strat.

Mikroby wielokomórkowej SI

Faworyzując wyłącznie jedno kryterium oceny rzeczywistości, marginalizujemy jej inne istotne aspekty. I stajemy się ślepi na czyhające na nas niebezpieczeństwa, ponieważ na naszej mapie jest coraz więcej białych plam, z których istnienia – co gorsza – nie zdajemy sobie sprawy.

W tym kontekście warto zwrócić uwagę na tzw. hybrydową SI, o której pisze O’Reilly. Chodzi o połączenie człowieka i maszyny w jednym wielokomórkowym superorganizmie społecznym, gdzie poszczególni ludzie to nawet nie komórki, lecz coś na kształt mikrobów.

Taka sztuczna inteligencja niekoniecznie stanie się niezależnym, samodzielnym bytem. Jednak my też nie będziemy mogli funkcjonować w oderwaniu od niej. Od charakteru tej współpracy będzie zależało nasze powodzenie lub porażka.

Hybrydowa SI to wytwór gospodarki sieciowej, która przypomina żywy organizm i funkcjonuje niezależnie od swoich twórców. Powinno nam więc zależeć, by jej elementy składowe były zaprojektowane z jak największą dbałością o to, aby wspierać ludzi, a nie ich eliminować.

Przeprogramować system

Niestety, dzisiejszej gospodarce – mimo jej wielu spektakularnych sukcesów – brakuje wyobraźni i woli zmiany. O’Reilly wierzy jednak, że prawdziwie innowacyjne firmy wciąż są możliwe. Chodzi o to, że nowe branże nie powstają ze spotkań przedsiębiorców z inwestorami, ale z dążenia do realizacji pomysłów, który wydają się niemożliwe (ucieleśnieniem takiej postawy jest Linus Torvalds i jego otwarty system Linux). Tacy ludzie w przeciwieństwie do przedsiębiorców, którym zależy wyłącznie na zysku, są w stanie tworzyć nowe ekosystemy i zmieniać działanie świata. To dzięki nim powstają nowe branże i miejsca pracy.

Jednak aby ich model działania stał się wzorem do naśladowania dla innych, potrzeba zmiany systemu, w którym funkcjonujemy. Nie wystarczy markowanie zmian czy – mówiąc językiem programistów – kilka łatek systemowych. Trzeba przeprogramować całość gospodarki i na nowo określić priorytety. Do tego zaś przyda się dobra mapa. Jej tworzenie warto zacząć od lektury książki O’Reilly’ego.

Zdjęcia w artykule:
  • Zdjęcie zajawka: iStock by Getty Images
  • Zdjęcie górne: Getty Images
Drukuj ten artykuł Drukuj ten artykuł
Skip to content