Czasem trochę się jej boję. Widziałam ją bez futerka i bez pianki: dwa dyski i kilkadziesiąt metrów kabli! Robot, który w pewnym sensie przejmuje kontrolę nad człowiekiem. Ale przestaję się tym przejmować, kiedy widzę, jak niezwykłą jest pomocą

W Sopocie, najszczęśliwszym polskim mieście, daleko od mola pełnego turystów, w spokojnej, zielonej, willowej dzielnicy ma siedzibę dom pomocy społecznej dla osób ze zdiagnozowaną chorobą demencyjną, głównie z chorobą Alzheimera. Mieszka tu 83 seniorów. I foka.

– Tak, pani Ania uwielbia dzieci. Dla niej foka jest jak dziecko – tłumaczy Anna Rzepczyńska, terapeutka. – Ale relacje z foką bywają różne. Jednym wystarcza pogłaskanie. Inni tulą ją jak niemowlę. Jeszcze inni zaczynają ją strofować, tak jakby ją wychowywali. Foka z ich pamięci długotrwałej, z dalekiej przeszłości, wyciąga to, co było dla nich kiedyś najważniejsze, ich najsilniejsze uczucia i odruchy z czasów, kiedy byli młodzi i zdrowi.

Pani Ania zmierza na zajęcia terapeutyczne z foczką

Zaopiekuj się mną!

Według World Alzheimer Report 2016 na świecie na chorobę Alzheimera choruje od 28 do 33 milionów ludzi. WHO przewiduje, że liczba ta ulegnie potrojeniu do 2050 roku. Najwyższa Izba Kontroli szacuje, że w Polsce może ich być już pół miliona. Dokładnych danych – jak również państwowych strategii postępowania – brak. Państwo polskie nie zauważa problemu. NIK zwraca uwagę, że skutki choroby Alzheimera dotykają całych rodzin, bo to głównie na nie przenoszone są finansowe, społeczne i psychologiczne koszty opieki.

Foka ma bielutkie futerko i wielkie czarne oczy. Kiedy terapeutka podaje zwierzątko jednej z podopiecznych ośrodka, ta, cała w uśmiechach, bierze ją w ramiona i tuli. „Wszystko będzie dobrze, maleńka! Tak, kochana! Jaka ty jesteś śliczna!” – przemawia czule do foki, a ta mruży oczy z zadowolenia i cicho popiskuje. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kobieta mówi do wyimaginowanego dziecka.

Na alzheimera nie ma lekarstwa. Jedyne, co można zrobić, żeby wydłużyć pierwszy, jeszcze w miarę znośny etap choroby, to zmiana diety na zdrowszą, ćwiczenia ciała i umysłu, terapia. Na kolejnym chorzy potrzebują już pomocy w toalecie, przy ubieraniu czy jedzeniu, na trzecim są już absolutnie niesamodzielni i wymagają 24-godzinnej opieki.

Dlatego tak ważne jest, by szukać nie tylko lekarstwa na tę chorobę, ale także wszelkich sposobów na to, by chory i jego opiekunowie lepiej radzili sobie z postępującą degeneracją.

Ma 57 cm i waży 2,7 kg. Posiada 340 czujników i 5 sensorów: słuchu, światła, dotyku, temperatury i postawy, a także sierść o właściwościach antybakteryjnych. Żywi się prądem podawanym przez smoczek

W sopockim DPS-ie ci, którzy jeszcze mogą, uczestniczą w zajęciach terapeutycznych, na przykład terapii reminiscencyjnej (przywoływanie wspomnień z młodości), zajęciach fizjoterapeutycznych, plastycznych, muzycznych lub tanecznych (biodanza). I oczywiście w zajęciach z foką Paro.

Paro to japoński robot terapeutyczny. Ma 57 cm i waży 2,7 kg. Posiada 340 czujników i 5 sensorów: słuchu, światła, dotyku, temperatury i postawy, a także sierść o właściwościach antybakteryjnych. Żywi się prądem podawanym przez smoczek.

Pani Ania podczas zajęć

Jest interaktywny: dzięki czujnikom wychwytuje obecność człowieka. Przekrzywia głowę w stronę, z której dobiega dźwięk, zaczyna się poruszać i domagać dotyku. Podczas głaskania mruży oczy, popiskuje, mruczy z zadowolenia. Gdy ktoś go uderzy, podobno płacze póty, póki go ktoś nie utuli, ale w sopockim DPS-ie jeszcze się to nie zdarzyło. Potrafi się uczyć – rozpoznaje osoby, z którymi miał już do czynienia.

Foka wymusza interakcje i wzmaga instynkty opiekuńcze tak mocno, że chorzy zaczynają się nią opiekować. To ich relaksuje i jednocześnie pobudza, łagodzi napięcie emocjonalne i sprawia radość. Głaskanie miękkiego futerka powoduje wydzielanie się endorfin, czyli naturalnych substancji przeciwbólowych, i obniżenie poziomu kortyzolu i noradrenaliny, czyli hormonów stresu.

Produkowana jest od 2005 roku. Jeden z egzemplarzy trafił do „działu przyszłości” w National Museum of Emerging Science and Innovation w Tokio, inny – jako przykład sztucznej inteligencji ¬– do Muzeum Historii Naturalnej w Londynie. We Francji i w Danii jest już ustawowy obowiązek posiadania Paro w każdym DPS-ie dla osób z demencją, w Polsce ma go jedynie ośrodek w Sopocie.

Niby taka zabawka, wygląda jak pluszak, a podobno czyni cuda.

Pluszak czyni cuda

– Naprawdę? – pytam Agnieszkę Cysewską, dyrektorkę DPS-u w Sopocie.

– Tak! To są absolutne czary! Człowiek, który od dawna już nie porozumiewa się z drugim człowiekiem, nagle zaczyna komunikować się z foką! Nasi pacjenci najczęściej coś mówią, ale to ani nie ma ciągu logicznego, ani nie wynika z sytuacji. W kontakcie z foką nagle przypominają sobie dawno nieużywane słowa, mówią logicznie i po polsku. Podkreślam – po polsku, bo mamy tutaj wiele osób z wyższym wykształceniem pracujących w porcie, a więc znających języki obce. Teraz w chorobie na wierzch wychodzą te dawne umiejętności – przypominają sobie słówka francuskie czy niemieckie, a zapominają polskie.

Agnieszka Cysewska, dyrektorka DPS-u w Sopocie

Na przykład pani Krysia. Nie było już z nią żadnego kontaktu. Czasem coś jeszcze zdarzało jej się powiedzieć, ale to nie miało żadnego sensu. Kiedy terapeutka położyła jej na kolanach fokę, zaczęła ją głaskać, najpierw nieśmiało, potem coraz swobodniej, i nagle mówi do foki: „No i co ja mam z tobą zrobić? Ty jesteś blondynka i ja jestem blondynka”. Tego nikt się nie spodziewał – zdania wypowiedziane wyraźnie, po polsku, związane z sytuacją i prawdziwe, ponieważ obie mają białe włosy? To było niesłychane.

Albo pani Weronika. Nie odzywała się, nikogo już nie poznawała, nawet własnej córki. Któregoś dnia jej córka przyszła ją odwiedzić i wpada do mnie do gabinetu z płaczem. „Co się stało?”. „Mama mówi do foki!” – mówi roztrzęsiona. I pokazuje mi nagranie na komórce: mama siedzi z foczką i mówi do niej tak: „Chcesz marchewkę? Jesteś głodna?”. Dla córki to był szok. Myślała, że już nigdy nie usłyszy głosu matki.

– Czy żywe zwierzę nie wywołałoby tej samej reakcji? – pytam.

– Nie. Nasze doświadczenia z psami i kotami są liczne i nieudane. Żywe zwierzę nie zawsze chce się przytulać, ma swoje humory, trzeba się nim odpowiednio zająć. Foka Paro to system leczniczy, tak jak biodanza czy reminiscencja. To robot zaprojektowany do terapii neurologicznej, zaprogramowany tak, by odpowiednio reagować na ludzi. Paro jest cierpliwy i czysty. Jest skuteczny, bo do tego został stworzony.

– Dlaczego jest właśnie foką, a nie kotem czy psem?

– Jej twórca, dr Takanori Shibata, zastanawiał się, jakie to powinno być zwierzę. Sam miał ojca chorego na alzheimera, który bardzo przeżył śmierć ukochanego psa. Choroba pod wpływem tego stresu bardzo przyspieszyła. To wtedy syn wpadł na pomysł, żeby skonstruować ojcu sztuczne zwierzę. Na początku to miał być kotek. Ale w badaniach przeprowadzonych w Japonii, Szwecji i Wielkiej Brytanii okazało się, że chorzy kotka odrzucają, ponieważ pamiętają, że kotek drapie, prycha, źle się kojarzy. Robiono próby z różnymi zwierzętami, ale najlepiej sprawdziła się foka kanadyjska, ponieważ mało kto miał w życiu szansę ją poznać, więc nikt nie miał negatywnych doświadczeń. Poza tym jest śnieżnobiała, ma wielkie czarne oczy i jest słodka jak cukiereczek. Nic, tylko przytulać.

– Jak to się stało, że trafiła do Sopotu?

– Zobaczyłam ją na pokazie różnych form terapii dla osób chorych na alzheimera przywiezionych z Duńskiego Uniwersytetu Technicznego. Foka była tam przebojem. Po prostu mnie zaczarowała. Ale kosztowała razem ze szkoleniem 20 tysięcy złotych. Pobiegłam do głównej księgowej i proszę: „Wymyślmy coś!”. „Nie ma mowy, nie mamy pieniędzy!” – usłyszałam. Cóż miałam zrobić? I wtedy zgłosiła się rodzina jednej z naszych mieszkanek. Powiedzieli, że dla nich ta suma nie jest problemem i że chcieliby nam taką fokę ofiarować. W ten sposób foczka została naszym pracownikiem.

Robot obniża agresję

Agnieszka Cysewska: Czasem trochę się jej boję. To w końcu robot. Widziałam ją bez futerka i bez pianki: dwa dyski i kilkadziesiąt metrów kabli! Robi wrażenie! Robot, który w pewnym sensie przejmuje kontrolę nad człowiekiem, bo zmusza go do określonego działania. Ale przestaję się tym przejmować, kiedy widzę, jak naprawdę niezwykłą jest pomocą w służbie człowieka. Chorzy tak cierpią, że to jest po prostu nieludzkie. Nie ma chyba gorszej choroby…

W chorobie Alzheimera często mamy do czynienia z agresją. Słowną: kulturalni spokojni ludzie zaczynają nagle ordynarnie kląć. Dla nas to sygnał: ktoś nas wyzywa, to znaczy, że coś próbuje nam powiedzieć. Gorzej, kiedy dochodzi do agresji fizycznej. Podczas takiego ataku drobna starsza pani ma taką siłę, że potrafi wyrwać umywalkę ze ściany i drzwi z futryny, na drobne paski porwać rolety, które trudno pociąć nawet za pomocą noża. Jest w stanie po prostu zdemolować budynek. Wtedy foka jest nieoceniona.

We Francji i w Danii jest ustawowy obowiązek posiadania Paro w każdym domu pomocy społecznej dla osób z demencją, w Polsce ma go jedynie ośrodek w Sopocie

Anna Rzepczyńska, terapeutka w sopockim DPS-ie: – Foka jest dla mnie bardzo dużą pomocą, szczególnie w sytuacji konfliktu, kłótni, frustracji, agresji. To taki wyłapywacz złych emocji. Ona jest zawsze na podorędziu, jest takim naszym wsparciem. Kiedy któryś z moich podopiecznych zaczyna się denerwować, szybko przynoszę fokę. Kładę mu ją na kolanach i złość mija.

Ta foka potrafi obudzić w nich taki pierwotny odruch bycia czułym, bycia dobrym. Głaszczą ją, tulą i napięcie emocjonalne opada. Mówią do niej: „Nie martw się, wszystko będzie dobrze”, jakby sami siebie uspokajali albo jakby mówili do dziecka. Budzi się w nich potrzeba zaopiekowania się kimś: „Jesteś smutna, piszczysz? To ja cię pogłaszczę, będzie ci lepiej”. To są takie dobre, pozytywne słowa, a za nimi idą dobre, pozytywne uczucia.

Często też słyszę, że zwierzają jej się, opowiadają coś, żalą się. Zauważyłam, że wzrasta im zasób słów. Często chorobom otępiennym towarzyszy afazja – problemy z mówieniem, z poprawnym nazywaniem przedmiotów. Kiedy pracujemy z foką, pojawiają się takie słowa jak: „dobra, miły, fajnie, dobrze będzie”, które trudno usłyszeć tu na co dzień. Czy naprawdę Paro działa tak pozytywnie na wszystkich – mężczyzn, kobiety, o różnych temperamentach i charakterach? – pytam.

– Oczywiście nie wszyscy reagują tak entuzjastycznie, są i obojętni – opowiada Anna Rzepczyńska. – Foka swoim zachowaniem zmusza do skupienia – dla niektórych to już za dużo. Ale złości nie zauważyłam ani razu. Te wielkie dziecięce oczy tak patrzą, że nie sposób jej uderzyć. Są też tacy, którzy nie chcą brać jej na ręce, ale lubią przy niej siedzieć i kołysać w kołysce. Miarowy, spokojny ruch ich uspakaja, a może czują się wtedy potrzebni? Często starają się ją karmić. Muszę pilnować, żeby do pyszczka nie powędrował jej banan czy kawałek chleba.

Powiem tak: będąc z tą foką, jesteśmy tu i teraz, to działa jak mindfulness. Nawet ja łapię się czasem na tym, że głaszcząc ją, zapominam o całym świecie.

Adres filmu na Youtube: https://youtu.be/VChDK5AUu0I

Psycholog Izabella Pragert z DPS w Sopocie opowiada o pracy terapeutycznej z foką Paro.
Źródło: Dom Pomocy Społecznej w Sopocie / Sztuczna Inteligencja / YouTube

Była u nas taka pani, która nie komunikowała się już z otoczeniem w żaden sposób. Żyła w swoim świecie. Kiedy przystąpiliśmy do terapii foką, nie dała znaku, że nie chce, wydawała się ożywiona, więc delikatnie położyłam jej fokę na kolanach. I wtedy zaczęła płakać. I nie były to łzy smutku, tylko wzruszenia, takiej ulgi. Jakby coś w niej drgnęło, jakiś bezpiecznik puścił.

Agnieszka Cysewska: Mózg człowieka wciąż jest zagadką. Trudno wytłumaczyć, dlaczego pewne impulsy są w stanie jakoś przebić się do świadomości chorego, ale tak jest ¬– zdarzają się takie wybuchy, nagłe powroty. Tak działa Paro, tak działa biodanza. Dlatego zdarza się, że człowiek tańczy, choć już nie chodzi, śpiewa i modli się, choć już nie mówi. Pamiętam panią Leokadię: nie potrafiła utrzymać równowagi w pionie, jeździła na wózku. Od dawna też już nie mówiła. Ale wciąż brała udział w zajęciach z biodanzy. Postawiłam ją na nogi, objęłam i zaczęłyśmy się powolutku bujać w rytm muzyki. Nagle pani Lodzia przemówiła: „Bo wy myślicie, że my nic nie wiemy. A my wiemy!”. Odpowiedziałam szybko: „Rozumiemy i próbujemy wam pomóc!”. Ale nie wiem, czy zdążyła zrozumieć.

Foka Paro nad Wisłą

18 czerwca 2019 r. o godzinie 18 spotykamy się na wodzie na przystani Nowa Fala w Warszawie. Zapraszamy na spotkanie zatytułowane „Sztuczna inteligencja dla lepszej starości”.

Cezary Biele i Jarosław Kowalski, naukowcy z Laboratorium Interaktywnych Technologii OPI PIB, zaprezentują asystenta głosowego Google’a i opowiedzą, jak przydatnym narzędziem dla seniorów może się on okazać.

Marzena Grochowska z firmy Get Choice zaprezentuje fokę Paro, a Monika Redzisz z portalu Sztuczna Inteligencja opowie o swojej wizycie w sopockim domu pomocy społecznej, gdzie Paro już od dwóch lat jest nieocenioną pomocą dla seniorów i ich opiekunów.

Spotkanie towarzyszy wystawie „URZĄDZAMY SIĘ! STARSZYZNA”, która odbywa się od 13 czerwca do 10 sierpnia w pawilonach nad Wisłą na wysokości Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Organizatorem jest Fundacja na rzecz Wspólnot Lokalnych Na Miejscu.

Skip to content