Po raz pierwszy w dziejach tym, kto śmieje się z człowieka, nie jest inny człowiek

Od kiedy SI przestała być domeną wyłącznie instytutów badawczych, a narzędzia do tworzenia sieci neuronowych trafiły do domeny publicznej, coraz chętniej wykorzystują je artyści.

W 2016 roku zachwycano się projektem „Nowy Rembrandt”: komputer na podstawie setek prac holenderskiego mistrza wygenerował, który mógłby być jego autorstwa.

Rok później Taryn Southern wydała album „I AM AI”. Za kompozycję (w oparciu o wcześniej nagrane fragmenty) i produkcję utworów na płycie odpowiada algorytm o nazwie Amper.

Z kolei w 2018 roku dom aukcyjny Christie’s  wystawił pracę „Portret Edmonda Belamy” stworzą przez GAN – generative adversarial network – sieć neuronową wyszkoloną na bazie 15 tysięcy portretów stworzonych między XIV a XX wiekiem. Obraz osiągnął cenę 435 tysięcy dolarów – ponad czterdzieści razy więcej, niż zakładali artyści odpowiedzialni za projekt.

Ciekawszym, bo wychodzącym z nurtu sztuki krytycznej, przykładem jest instalacja absolwenta MIT Jonny’ego Suna zatytułowana „The Laughing Room” (Pokój śmiechu).

Została wystawiona w holu Biblioteki Publicznej Cambridge. Wygląda jak typowy pokój dzienny w mieszkaniu – w centrum stolik do kawy, wokół ustawione w półkole kanapy, fotele, lampy roztaczające miękkie światło. Przestrzeń pokoju jest ograniczona szklanymi panelami. Na zewnątrz mikrofony, oświetlenie studyjne. Naprzeciwko kanap – kamera, plątanina kabli, kilka laptopów. Wszystko sprawia wrażenie planu serialu “Przyjaciele”. Jak się okazuje, nieprzypadkowo.

Na kanapach siadają przechodnie, nawiązują się rozmowy. W pewnym momencie z ukrytych dookoła głośników rozlega się „śmiech z puszki” znany z sitcomów. Za to, w którym momencie rozlegnie się śmiech niewidzialnej widowni, odpowiada algorytm stworzony przez Hannah Davis, która pomagała Sunowi w przygotowaniu instalacji. Zadaniem programu było uruchomić nagranie, w momencie kiedy ktoś powie coś śmiesznego.


W 2016 roku zachwycano się projektem „Nowy Rembrandt”.
Źródło: The Next Rembrandt / YouTube

Davis do wyszkolenia SI użyła nagrań występów komików z YouTube’a. By uniknąć mizoginii i rasizmu, zadbała, by w bazie nagrań nie zabrakło kobiet i osób o różnych kolorach skóry. Algorytm identyfikuje tzw. wprowadzenie do żartu i jego puentę. Im – w odczuciu SI – śmieszniejszy żart, tym głośniejszy wybuch śmiechu.

Drugi element instalacji to pomieszczenie o nazwie „Control Room” (Pokój kontroli) – w głośnikach dźwięk z mikrofonu w „pokoju śmiechu”, na monitorach obraz z kamery (sygnał jest transmitowany na żywo w na YouTube i Periscope) i podgląd reakcji na transmisję w mediach społecznościowych. Na innych monitorach – tekstowa reprezentacja działania algorytmu.

Praca powstała w ramach projektu ARTificial Intelligence, który przez sztukę i wzornictwo komentuje etyczne i społeczne aspekty upowszechniania się sztucznej inteligencji. Praca “The Laughing Room” jest przede wszystkim głosem w dyskusji o wpływie rozwoju technologii na postrzeganie naszej prywatności.

„Chciałem zbadać, jak SI zmienia postrzeganie przestrzeni prywatnej, w której jest Amazon Echo czy Google Home, gdzie masz świadomość, że ktoś z zewnątrz się przysłuchuje” – mówi autor.

Jego praca skłania też do refleksji nad relacją między mediami społecznościowymi a ich użytkownikami. Jesteśmy w tym układzie klientem czy może produktem? Jak łatwo przychodzi nam rozszerzać na ich użytek granice własnej prywatności i jaką rolę w tym procesie odgrywa SI?

Czułem, że pokój nie śmieje się z żartów, a śmieje się z nas. Ta sztuczna inteligencja wydawała się wredna

Znaczące są nazwy pomieszczeń. Zadajemy sobie pytanie, co jest obiektem śmiechu w pierwszym pokoju – słowa wypowiadane przez uczestników czy może oni sami?

– Czułem, że pokój nie śmieje się z żartów, ale śmieje się z nas. Ta sztuczna inteligencja wydawała się wredna – relacjonował jeden z nich.

Ta sama wątpliwość rodzi się w przypadku „pokoju kontroli”. Możemy myśleć o czysto technicznej kontroli sygnału; o kontroli, jaką cała instalacja ma nad jej uczestnikami; wreszcie o wpływie, jaki odpowiednio zastosowany „śmiech z puszki” ma na interpretację słów i – pośrednio – na reakcje widzów.

Bohaterowie przedsięwzięcia reagowali różnie.

– Połowa opuszczała pokój z komentarzem „to była niezła zabawa” – mówi autor projektu. – Druga połowa twierdziła: „to było okropne”.

Dla innych „śmiech z puszki” był zaraźliwy.

– Zainteresowało mnie to, jak powszechną reakcją na odtworzenie nagrania był śmiech [wywołany konstatacją – aut.], jak to pokazuje nasze człowieczeństwo – mówi Sarah Newman z metaLAB, które było wspólnie z MIT fundatorem projektu.

Z kolei twórczyni projektu ARTificial Intelligence, profesor literatury Stephanie Frampton, zwraca uwagę, że w „pokoju śmiechu” tworzyły się relacje.

– Sytuacja skłaniała do rozmowy ludzi całkowicie sobie obcych. Nie doszłoby do tego, gdyby nie przysłuchująca im się SI – zauważa.

Trzymając się serialowej nomenklatury, autor instalacji zapewnia, że jego praca to dopiero „pilot” i możemy się spodziewać kolejnych „odcinków”. Ekipa zamierza dopieszczać algorytm i rozwijać go, korzystając ze zdobytych doświadczeń.

Czekamy.

Zdjęcia w artykule:
  • Zdjęcie zajawka: Getty Images
  • Zdjęcie górne: PAP/DPA - Grupa Monty Pythona
Drukuj ten artykuł Drukuj ten artykuł
Skip to content