Badanie naukowców sugeruje, że rosyjska aneksja Krymu mogła być poprzedzona analizą wpisów na Twitterze

Jeśli wkracza bez poparcia miejscowej ludności, armia postrzegana jest jako okupant. Jeśli zaś wkracza tam, gdzie jest mile widziana – jako wyzwoliciel. To banalna prawda, ale trudno dowiedzieć się, jak miejscowa ludność powita oddziały wojska bez uprzednich działań wywiadowczych na miejscu. W dobie mediów społecznościowych w zasadzie nie ma już takiej potrzeby. Poparcie dla wkraczających oddziałów można przewidzieć z mediów społecznościowych. I to w czasie rzeczywistym.

„Jeśli jest się konserwatywnym dowódcą, planującym operacje wojskowe, wysyła się siły specjalne tylko tam, gdzie jest się względnie pewnym, że będą przyjęci jako wyzwoliciele, a nie okupanci”, tłumaczy główny autor pracy Jesse Driscoll z University of California w San Diego. „Zajęcie obszarów zamieszkałych przez rosyjskojęzyczną ludność, która nie chce rosyjskich wojsk byłoby katastrofą wizerunkową dla Putina, więc oszacowanie kosztów okupacji z wyprzedzeniem było priorytetowe.”

Badacze z University of California przeanalizowali dane z Twittera podczas zajęcia Krymu przez Rosję w 2014 roku. Rosyjskie media i dyplomacja przedstawiały wtedy Majdan i zmianę władzy w Kijowie jako „faszystowski zamach stanu”, większość Ukraińców zaś mówiła o Euromajdanie. Z danych wynika, że rosyjska narracja nie przyjęła się na Ukrainie nawet wśród osób rosyjskojęzycznych – za wyjątkiem Krymu. Badacze spekulują, że to może tłumaczyć dlaczego Rosja zajęła zbrojnie tylko ten półwysep. Jeśli poparcie dla działań militarnych można analizować w czasie rzeczywistym, nie ma sensu zajmować terytoriów, jeśli może się to wiązać z oporem miejscowej ludności.

Badanie opublikowane w „Post-Soviet Affairs” polegało na rekonstrukcji poparcia społecznego dla rosyjskiej narracji o zmianie władzy wśród rosyjskojęzycznych mieszkańców Ukrainy i określeniu, gdzie Rosja mogłaby wkroczyć bez oporu. Z danych badaczy wynikło, że mógł być to tylko Krym i kilka działań rekonesansowych przy wschodniej granicy. Pokrywa się to z tym, co faktycznie się stało. Rosja zajęła Krym, a w przygranicznych obszarach na wschodzie Ukrainy wspierała lokalnych separatystów i prowadziła wojnę „hybrydową”.

Poparcie dla wkraczających oddziałów wojskowych można przewidzieć z mediów społecznościowych. I to w czasie rzeczywistym

Naukowcy analizowali twitterowe posty opublikowane między lutym a sierpniem 2014 roku na Ukrainie w języku rosyjskim i wyodrębnili z nich ponad 5 tysięcy odnoszących się do ówczesnych zdarzeń i na tej podstawie nauczyli algorytm uczenia maszynowego wyszukiwania podobnych postów, by uzyskać znacznie większą próbę. Algorytmy odnalazły niemal 60 tysięcy prokremlowskich i ponad 100 tysięcy antykremlowskich. Naniesiono je następnie na mapę i obliczono odsetek poparcia dla każdej z opcji w danym obwodzie.

„Gdyby rosyjscy stratedzy mieli rozważać zajęcie innych terytoriów poza Krymem, mogliby wykorzystać media społecznościowe, żeby z dużą precyzją i w czasie rzeczywistym ocenić odbiór [działań wojskowych]” – piszą autorzy pracy. – „Nasze dane wskazują, że aneksje poza Krymem skutkowałyby etniczną rzezią” (ethnic bloodbath).

„Nie twierdzimy, że media społecznościowe są jedynym sposobem zdobycia takich informacji – Kreml ma wiele par oczu na miejscu – ale zdecydowanie pokazują szczegółowy obraz, który mogą oglądać też analitycy w innych miejscach, w czasie rzeczywistym”.

Łatwo wyobrazić sobie, jak cenne mogą być takie dane dla armii planujących działania – ale i dla rządów innych krajów (badacze przywołują tu przykład zainteresowania Stanów Zjednoczonych na przykład tym, co publikują młodzi ludzie w Iranie).

„Skłaniamy się do analogii pomiędzy technikami informacyjnymi i samolotami podczas pierwszej wojny światowej. Konwencjonalne armie dopiero zaczynają badać, w jaki sposób pojawiające się technologie informacyjne mogą kształtować pola walki. W miarę tego, jak techniki analizy wielkich zbiorów danych w czasie rzeczywistym staną się komercyjnie dostępne, będą integrowane z praktykami przeciwpowstańczymi, czy ogólnie, z wojskowymi planami operacyjnymi. Nasza praca pokazuje jeden ze sposobów, w jaki [takie techniki informacyjne] mogły być przydatne” – konkludują badacze.

Skip to content