Gdy rozpoczynałem swą ścieżkę doktorską, miałem dylemat. Myślałem: będę rozwijał roboty, a one potem chwycą za broń i będą robić ludziom krzywdę – mówi dr Krzysztof Walas z Politechniki Poznańskiej w rozmowie z Anną Zagórną

Anna Zagórna: Co roboty powinny umieć za 20, 30 lat?

Dr Krzysztof Walas*: Największym wyzwaniem jest sprawienie, by zachowywały się i działały w sposób neutralny dla człowieka i otoczenia. Mają działać i poruszać się tak, by człowiek nie obawiał się ich towarzystwa.

Coś takiego powinno się stać w robotyce w ciągu najbliższych dekad. Trwają już badania (choć nie są nagłaśniane) na temat zaimplementowania w robotach tego, w jaki sposób ludzie wchodzą w swoje prywatne przestrzenie, jak je chronią.

Jeżeli jakieś robotyczne ramię gdzieś się rusza, człowiek obawia się, że może zostać zraniony, uderzony. Pewnych gestów boimy się bardziej. Jeśli człowiek zbliża się do nas i robi jakiś dziwny ruch, odruchowo robimy unik w obawie, że może nam się coś stać. Podobnie wpływają na nas zachowania robota.

Jak osiągnąć taki postęp?

Potrzebne jest rozpłynięcie się robota w rzeczywistości, wtopienie się w nią (ang. melting). Robot przyszłości powinien mieć informację o naszej obecności, wkomponować się w rzeczywiste otoczenie tak, byśmy nie musieli się go bać. Na przykład gdy będzie przemieszczał się po chodniku, nie powinniśmy przed nim uciekać, odskakiwać na bok, bo będzie wiedział, kto kogo przepuszcza i że są reguły kiedy kto kogo przepuszcza.

To sporo pracy, która wykracza poza robotykę, wymaga interdyscyplinarności i bardzo intensywnej współpracy naukowej. Za 20, 30 lat musimy mieć już wypracowane podstawy etyczne, socjologiczne i zasady współpracy z robotami. Technologia szybko się rozwija i po jej stronie nie widzę problemów z osiągnięciem takiego stanu. Wyzwaniem jest integracja robotów ze społeczeństwem.

Maszyny stają się dzięki nam coraz bystrzejsze. Mamy się czego bać?

Tak, mamy. Ale to nie wynika tylko z faktu, że roboty są coraz „mądrzejsze”. Gdy rozpoczynałem swą ścieżkę doktorską, miałem dylemat. Myślałem: będę rozwijał roboty, a one potem chwycą za broń i będą robić ludziom krzywdę. Jeden z moich profesorów powiedział mi wtedy, że używając noża można jeść, ale też zranić. Tak samo jest z robotem. Jego zachowanie, kierunek działania zależą od człowieka. Zagrożeniem w przyszłości nie będą roboty, tylko ludzie, którzy je wykorzystają w złym celu.

Jednak w przypadku robotów wyposażonych w sztuczną inteligencję sytuacja jest bardziej złożona. Powstaje kwestia tzw. osobliwości technologicznej (singularity). To moment, w którym roboty osiągną poziom inteligencji przewyższający ludzki i zdobędą świadomość, a my przestaniemy za nimi nadążać. Wtedy będą mogły na przykład stwierdzić, że coś na tej Ziemi jest nie tak, i dojść do wniosku, że zagrożeniem dla świata jest człowiek skoro niszczy planetę.

Czy będziemy roboty kochać albo je nienawidzić?

Chyba jestem za stary, bo nie potrafię sobie tego wyobrazić. Zbyt krótko żyłem w wirtualnym świecie. Jednak uważam, że to niewykluczone. W wielu filmach science fiction już od dawna można oglądać to, co dzieje się naprawdę. Weźmy przykład Japonii. Kiedyś młodzież bawiła się prymitywnymi tamagotchi, obecnie to już tylko zabawka retro.

Używając noża, można jeść, ale też zrobić człowiekowi krzywdę. Tak samo jest z robotem. Jego zachowanie, kierunek działania zależą od człowieka

Niejeden młody Japończyk spędza teraz czas z dziewczyną chatbotem w telefonie, bo bardzo lubi z nią rozmawiać. Jest miła, spełnia życzenia, nie dąsa się, nie ma wymagań, można się do niej przywiązać. Mamy młodzież, która żyje w wirtualnym świecie i dla której granica między rzeczywistością a wirtualnością jest rozmyta. Uczucia, które do tej pory żywiliśmy wobec żywych istot, możemy kierować w stronę maszyn.

Są w świecie robotów i sztucznej inteligencji innowacje, które pana zaskoczyły?

To na przykład projekt TIMESTORM, dotyczący postrzegania czasu przez roboty. Był realizowany z programu Future and Emerging Technologies Komisji Europejskiej m.in. przez badaczy z Karlsruhe Institute of Technology.

dr Krzysztof Walas

Chcieli dowiedzieć się, jak spowodować, by robot miał podobne do ludzkiego wyczucie czasu. Człowiek nawet bez kalendarza wie i czuje, ile czasu upływa, jeśli na przykład kogoś nie było tydzień albo gdy coś ma się wydarzyć za miesiąc. To było zaskakujące i bardzo odważne podejście badawcze.

Jaki wynalazek, którego jeszcze nie ma, byłby dla robotyki przełomowy?

Wydajne zasilanie. Autonomia energetyczna robotów mobilnych jest tak niska, że wykonują misje co najwyżej parogodzinne. Pytanie brzmi, jak sprawić, by nie ładowały się tak długo i nie wyczerpywały tak szybko.

Paliwo atomowe czy fuzja atomów to pieśń przyszłości. Teraz idziemy w kierunku optymalizacji działania i zasilania. Jeżeli spojrzymy na robotykę mobilną, ważne są dwie technologie: gęstość energii i gęstość momentu, czyli to, czy potrafię w mniejszej masie akumulatora skoncentrować więcej energii. Podobnie jest z silnikami: większy moment uzyskany z mniejszej masy to zysk paru minut pracy.

Poznań jako centrum polskiej robotyki to pana marzenie. Jak to osiągnąć?

Dobrze byłoby, żeby w Polsce było miejsce kojarzone jednoznacznie z robotyką na najwyższym światowym poziomie. Będąc lokalnym patriotą chciałbym, żeby absolwenci szkół średnich myśleli: robotyka – Poznań. I by przyjeżdżali tu studiować. Wszystko zaczyna zmierzać w tym kierunku. Intensywnie rozwijamy współpracę międzynarodową w projektach H2020 oraz organizujemy ogólnoeuropejskie wydarzenia, które zwiększają naszą widoczność na arenie międzynarodowej.

Jak sprawić, by decydowała głównie jakość nauczania?

Właśnie nad tym pracujemy. Na przykład poprzez zorganizowanie dużego i wartościowego wydarzenia o charakterze naukowym. Trzeba wykazywać, że to, co robimy tutaj, jest na najwyższym poziomie i interesuje świat. Zatem muszę pracować i na poziomie marketingowym, i naukowym nad rzeczami, które mógłbym pokazywać na świecie.

Wierzę, że w ten sposób można przyciągnąć studentów do Poznania, a oni zechcą uczyć się w naszym zespole, bo na przykład mamy kontakty z Oxfordem czy Massachusetts Institute of Technology. Muszą mieć przekonanie, że pracując z nami spotkają najlepszych naukowców czy wyjadą na rozwijający ich staż. To ma być ich okno na świat, furtka do najlepszych laboratoriów na świecie, ale także miejsce, do którego warto przysłać najlepszych studentów na wymianę naukową. I nie chodzi tu o drenaż mózgów. Korzyści mają być obopólne.

Na realizację projektu „Percepcja i sterowanie w zadaniu robotycznej manipulacji obiektami elastycznymi” kilka lat temu otrzymał pan sporo pieniędzy z konkursu programu Lider, prowadzonego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Teraz pieniądze wyłoży Komisja Europejska. To wielki sukces.

Najważniejsze jest to, że to kontynuacja rzeczy, które już robimy. Udało nam się płynnie przejść od finansowania w Polsce do pieniędzy europejskich. Pozwala nam to zachować ciągłość, nie skaczemy z tematu na temat. To, co udało się wypracować dzięki polskiemu finansowaniu, jesteśmy teraz w stanie skalować na europejskie projekty.

Uczucia, które do tej pory żywiliśmy wobec żywych istot, możemy kierować w stronę maszyn

Dla NCBR to też dobra wiadomość: program Lider, który miał stworzyć lidera, stworzył go. Dzięki temu, że Polska w nas zainwestowała, ściągnąłem pieniądze z Komisji Europejskiej. Poza tym to, co wypracowaliśmy w projekcie Lider, miało taki poziom, że zostaliśmy zaproszeni do projektu skupiającego ważne europejskie ośrodki (wiodącym jest Uniwersytet Boloński). Projekt potrwa cztery lata, mamy więc dużo czasu, trzy pełne etaty i 750 tys. euro.

Co będzie rozwijać w tym projekcie?

W przemyśle dużym problemem jest układanie wiązek przewodów. Są elastyczne, odkształcają się, a roboty z ich układaniem sobie nie radzą. Maszyny raczej spawają, malują, scalają, wiercą, wykonując powtarzalne czynności. Natomiast nie jesteśmy w stanie ustawić wiązki tak, by zawsze była wygięta w ten sam sposób. Tym, czym chcemy się zająć, jest manipulacja dwuręczna i jej cel – to, jak robot ma się poruszać, by nie zerwać lub nie uszkodzić przewodów.

Druga rzecz jest bardziej intrygująca. To percepcja, dotyk, za pośrednictwem którego jesteśmy w stanie ustalić, jak się odkształca przewód. Mając tę zdolność robot ma szansę wiedzieć, jak chwytać przewody o różnej twardości.

To są założenia. Myślą przewodnią jest percepcja dla fizycznej interakcji. Inaczej mówiąc, chcemy, żeby roboty wiedziały, co dotykają, z czym mają kontakt. Większość działających dziś systemów jest wyposażonych w czujniki 3D. Potrafią określać geometrię sceny, ale nie mają żadnych informacji na temat tego, czy coś się odkształca, czy jest sprężyste, czy pochłania energię. System wolny od takich ograniczeń modelowaliśmy dla „stóp” robota ANYmal – by wiedział, jak się zachować, jak zmienić chód, gdy wbiega na lód czy piasek, który przecież pochłania energię.


*Dr Krzysztof Walasadiunkt w Instytucie Automatyki i Inżynierii Informatycznej na Wydziale Elektrycznym Politechniki Poznańskiej. Jest autorem lub współautorem 45 publikacji. Był m.in. przewodniczącym komitetu organizacyjnego 1st International Workshop on Perception for Mobile Robots Autonomy. Od 2009 roku członek IEEE Robotics and Automation Society i narodowy koordynator euRobotics Week. Z jego inicjatywy centralne wydarzenia tegorocznego Europejskiego Tygodnia Robotyki odbyły się na Politechnice Poznańskiej.

Read the English version of this text HERE

Skip to content